efektum
Piłka bez barier. Jak kibice niepełnosprawni znaleźli się w innej rzeczywistości 2020-02-05
Mazowieckie
Na stadionach PKO Ekstraklasy nikogo nie dziwią już grupy kibiców niepełnosprawnych. W kolejnych miastach powstają stowarzyszenia, a kluby stają na wysokości zadania i robią wszystko, by w piłce faktycznie nie było granic. - 10 lat temu mogłem o tym tylko pomarzyć, a dziś to jest codzienność - opowiada Paweł Parus, szef Klubu Kibiców Niepełnosprawnych Śląska Wrocław.

  • Bohaterowie polskich stadionów nie potrzebują fleszy. W ciszy pokonują przeciwności losu i spełniają marzenia
  • Kilkanaście lat temu odwracano od nich wzrok, a kluby ze zdziwieniem przyjmowały pisma o zorganizowanym wyjeździe kibiców na wózkach
  • Mur kruszył się od dawna, aż w końcu padł. Jeszcze nigdy dostęp do futbolu dla osób niepełnosprawnych nie był tak łatwy

Metoda małych kroków

Paweł Parus, KKN Śląsk Wrocław: Widać coraz większą świadomość mediów, społeczeństwa, albo organizatorów imprez. Jest dużo ustawowych rozwiązań, które wręcz wymuszają, żeby publiczne życie było dostępne dla wszystkich osób z niepełnosprawnością. Wiele lat nasze środowisko o to zabiegało i dzisiaj możemy powiedzieć, że możemy podróżować, możemy brać udział w meczach. Kolejni ludzie to widzą i do nas dołączają.

Wojciech Grabowski, BKKN Jagiellonia Białystok: Jest u nas pewien chłopak z małej miejscowości pod Białymstokiem. Od paru lat jeździ na wózku. Spodobały mu się wyjazdy, ale któregoś dnia powiedział, że nie ma jak dojeżdżać na miejsce zbiórki. To go zmotywowało, by pójść na kurs prawa jazdy. Robi to, żeby jeździć na mecze, ale za moment zorientuje się, że w ten sam sposób może pojechać też na wakacje. Że stanie się mobilny, będzie mu łatwiej. To jest metoda małych kroków. Być może, gdyby nie te mecze, siedziałby dziś w domu i zamykał się w świecie internetu. Wszystko zaczyna się w głowie. Jeśli z tym się uporasz, świat nagle staje do ciebie otworem. I podobnych ludzi jest więcej, każdy ma jakąś historię. Obok pojawiają się też ich rodziny, to buduje fajną społeczność. Mieliśmy niedawno wspólną wigilię: była kolacja, dzielenie się opłatkiem i kolędy. Piękna sprawa.

Wiktor Czepułkowski, KKN Miedź Legnica: W Legnicy kiedyś mieliśmy wysokie ogrodzenie, ale od dwóch lat zostało to przystosowane do wysokości 130 cm. Mamy doskonałą widoczność. Zmienia się to na plus, a przecież stadion Miedzi Legnica był modernizowany w 2006 roku i wtedy mało kto myślał, że ludzie niepełnosprawni zechcą przyjść na mecz. Nie było podjazdu. Nie było nawet odpowiednich szerokości, żeby wjechać na trybunę.

Parus: Nastąpiła ogromna poprawa infrastruktury. Kiedy 10 lat temu zaczynaliśmy nasze podróże po stadionach, było to wszystko przestarzałe, w wielu wypadkach niedostępne. Krokiem milowym było Euro 2012. Powstały nowe obiekty, a za nimi poszły kolejne. Dzisiaj jako federacja klubów kibiców niepełnosprawnych blisko współpracujemy z PZPN-em i uczulamy w raportach, jeśli na którymś stadionie widzimy problemy. Nawet kluby z drugiej, czy trzeciej ligi chcą się zmieniać.

Grabowski: Spotykamy się z dużą otwartością klubów. Na naszym podwórku, na Podlasiu, świetnie dogadujemy się z władzami Jagi. Sam pełnię funkcję łącznika między kilkoma podmiotami. Klub konsultował z nami choćby takie sprawy jak udogodnienia w kwestii przyjmowania kibiców gości - poprawianie toalet itp. Czasami są jeszcze stare obiekty, gdzie pewne problemy występują, ale to też da się rozwiązać, jeśli ktoś ma otwartą głowę i chęć. Przykładowo, w Płocku jest stadion przed remontem. Średnio jest przystosowany pod nas. Ale, jeśli ludzie chcą, to zawsze można to jakoś zorganizować. Byliśmy w 20 osób, w tym 6 ludzi na wózkach. Płock podstawił nam specjalnie przystosowanego toi-toia, był catering itd. Udało się to poprowadzić bardzo mądrze.

Parus: Nawet, jeśli dziś w Szczecinie jest remont stadionu, to podejrzewam, że udałoby się zmieścić tam naszą 20-osobową delegację. To wszystko jest kwestią dialogu. Lekkim dyskomfortem pozostaje Cracovia, gdzie sektor niepełnosprawnych jest nad młynem kibiców z Krakowa. Jesteśmy tam w szalikach Śląska, wygląda to trochę dziwnie, ale też staramy się to zrozumieć. Najważniejsze, że dzisiaj w żadnym klubie nikt nie zrobi wielkich oczów, że przyszło pismo od kibiców niepełnosprawnych, że planują przyjechać na mecz. Kiedyś takie pisma czytano ze zdziwieniem.

Pretekst do wyjścia z domu

Parus: Fajne jest to, że coraz więcej miast się aktywizuje. U nas na Dolnym Śląsku są prężne kluby w Głogowie, Legnicy, ale też w Miliczu. Mamy przyjaciół w Katowicach, Zabrzu, Sosnowcu, Krakowie, ostatnio dużo dobrego dzieje się w Białymstoku.

Grabowski: Zaczęliśmy jeździć na mecze w marcu tamtego roku. Pojechaliśmy do Wrocławia na Śląsk, bo wiedzieliśmy, że od lat działa tam podobny klub. Chcieliśmy zaczerpnąć know-how. Sam jestem kibicem Jagi od dziecka, chodziłem jeszcze przed wypadkiem. Potem zacząłem się zastanawiać, co zrobić, żeby wyciągnąć podobne osoby niepełnosprawne na stadion. Okazuje się, że jest mnóstwo osób, które kochają futbol, ale mają obawy. Czy sobie poradzą, czy to bezpieczne itd.

Czepułkowski: Jak sięgnę pamięcią wstecz, to ta aktywizacja niestety, ale była ograniczona. Mało istniało fajnych przykładów, które zachęcały ludzi. Kibice zwykle siedzieli w domach. Dzisiaj jest łatwiej ich wyciągać i mówić, że to fajne - są media społecznościowe, telewizje robią o tym reportaże. Nasz KKM to nie tylko piłka. Dwa lata temu zrobiliśmy nad Jeziorem Kunickim wydarzenie, gdzie pływaliśmy motorówkami albo żaglówkami. To było tak dobrze odebrane, że od razu po zakończeniu ludzie pytali, kiedy to powtórzymy.

Grabowski: Dzisiaj mamy grupę ok. 30 osób. Dołączają do nas też kibice niesłyszący, którzy wcześniej organizowali się sami. Można powiedzieć, że ten nasz twór jest bardzo młody, dopiero się poznajemy. Wśród nas są osoby niepełnosprawne ruchowe, niewidome, albo z zaburzeniami. Ten sport jest dla nich pretekstem do wyjścia do życia, powrotu do społeczeństwa. Trzeba im dać tylko bodziec. Mecz jest świetną płaszczyzną. Człowiek idzie na stadion i orientuje się, że nie jest sam, że ma kolegów albo, że nikt nie traktuje go z politowaniem. Jest takim samym uczestnikiem widowiska jak każda inna osoba na stadionie.

Nowy, lepszy świat

Parus: Na PKO Ekstraklasie audiodeskrypcję mamy we Wrocławiu, w Warszawie, czasem w Krakowie. PZPN przymierza się, by takie udogodnienie było wszędzie, jest to już nawet wpisane w najniższy stopień licencji. Być może za jakiś czas pójdzie to w górę i kluby będą zobligowane do tego, by była to codzienność. To nie jest wielka kwota. Najdroższy jest zestaw sprzętowy, który kupuje się raz. My, jako federacja szukamy sposobów, by pozyskać środki i kupić klubom taką audiodeskrypcję. Od września 2018 roku mamy taką możliwość na meczach kadry. W ogóle jestem zbudowany postawą PZPN-u i tego, z jaką otwartością się spotykamy. Na pomoc możemy liczyć nawet wtedy, gdy chcemy polecieć za granicę. Byliśmy w Skopje, na Łotwie, albo w Wiedniu. Z przymrużeniem oka powiem, że czasem na stadionach naszych rywali więcej było kibiców niepełnosprawnych z Polski, niż tych miejscowych. Już rozmawiamy też o Euro. Zbieramy siły na Hiszpanię.

Czepułkowski: W maju udało nam się zorganizować siódmy raz turniej piłkarski osób z niepełnosprawnością. To było coś na wzór paraolimpiady, z rzutem do kosza, slalomem na wózkach itd. Niedawno mieliśmy też aukcje. Miałem obawy, czy uda się to zrobić, ale w krótkim czasie zebraliśmy buty Krzysztofa Piątka, koszulki piłkarzy Miedzi Legnica, rękawice naszych strongmanów i naprawdę było to coś wielkiego. Ludzie na warsztatach terapii zajęciowej robią różne rękodzieła i to też można było zlicytować. Wspólnymi siłami można dużo zdziałać.

Parus: Dla wielu ludzi obejrzenie meczu z trybun jest jedyną okazją w tygodniu, żeby wyjść z domu. Wchodzą w przestrzeń, gdzie mogą nawiązać przyjaźnie, mogą się uśmiechnąć do kogoś, zamienić słowo, albo poradzić się. To jest bezcenna forma aktywizacji, która długo w człowieku zostaje. 10 lat temu mogłem o tym tylko pomarzyć, a dziś to jest codzienność.

Autor jest dziennikarzem Canal+ Sport

Ocena: 0
Wyświetleń: 244 Dodał(a): zibi2
Komentarze