Trwają prace nad projektem ustawy o asystencji osobistej. Do tej pory odbyły się trzy spotkania Podkomisji nadzwyczajnej do rozpatrzenia projektów ustaw o asystencji osobistej. W projekcie ustawy zawarte jest 120 artykułów, do tej pory omówione zostało 40. Czasu coraz mniej, a prace nad projektem ustawy posuwają się w żółwim tempie. Na temat projektu ustawy o asystencji osobistej, o zawartych w niej błędach legislacyjnych oraz konieczności zmian opowiada Łukasz Garczewski, członek partii Razem.
Dominika Filipowicz: Na sam początek chciałabym cię zapytać, jakie dla ciebie, personalnie, ma znaczenie asystencja osobista?
Łukasz Garczewski: Ja nie będę użytkownikiem asystencji osobistej, przynajmniej na razie. W tym momencie przychodzą mi jednak do głowy dwie sytuacje.
Pierwsza to moja przygoda z COVID-em. Zachorowałem jeszcze zanim dostępne były szczepionki i przez dwa tygodnie nie mogłem chodzić. Mam mózgowe porażenie dziecięce, które sprawia, że mam trochę gorsze poczucie równowagi, szybciej się męczę, mam problemy z chodzeniem po schodach. Kiedy zachorowałem na COVID musiałem chodzić trzymając się ściany, bo inaczej się przewracałem. To był jeden ze straszniejszych momentów w moim życiu. W głowie pojawiło mi się pytanie: „co jeśli to się nie odwróci?”. Na szczęście stało się inaczej, nie mam problemów z chodzeniem. Ale wciąż pamiętam ten moment.
Druga to starość. Dzisiaj mam 41 lat, w tym roku będę mieć 42. Pewnie nie będę zawsze tak sprawny jak dzisiaj, dlatego, myśląc perspektywicznie, takie wsparcie może być mi kiedyś potrzebne.
Dodatkowo spędziłem lata, wspierając i współzarządzając Stowarzyszeniem Żurawinka w Poznaniu. Teraz już nie jestem z nimi związany, ale pracowaliśmy wspólnie przez długi czas. Żurawnika działa na rzecz dzieci i dorosłych z Mózgowym Porażeniem Dziecięcym. Dzień w dzień obserwowałem trudności starszych rodziców czy opiekunów, którzy z coraz większym wysiłkiem próbowali podnieść trzydziestoletnie „dziecko” z wózka. Opiekunowie też zasługują na wyższy komfort życia. A osoby z niepełnosprawnościami powinny dostać szansę na usamodzielnienie i wyjście z roli dziecka, którą zmuszone są przyjąć gdy opieką zajmują się rodzice.
Jakiś czas temu wystosowałeś, z ramienia Partii Razem, apel w sprawie przyspieszenia procedowania ustawy o asystencji osobistej dla osób z niepełnosprawnościami. Skierowałeś go do przewodniczącej podkomisji nadzwyczajna do rozpatrzenia projektów ustaw o asystencji osobistej Katarzyny Ueberhan oraz pozostałych członków Podkomisji. Jakie są główne postulaty Twojego apelu?
Najpierw dość biernie przyglądałem się powstawaniu ustawy o asystencji osobistej. Pamiętam ogromny, pełen nadziei, szum podczas kampanii wyborczej w 2023 roku. Wiele osób z niepełnosprawnościami i przedstawicieli NGO-sów cieszyło się, że wkrótce będzie gotowa ustawa o asystencji osobistej.
Przeczuwałem jednak, że to 100 dni po wyborach minie, a ustawa nie zostanie uchwalona. I niestety miałem rację. Mijają kolejne miesiące, a ustawa nie jest gotowa i wcale nie jest pewne, że uda się ją wprowadzić w życie. Sejm pracuje nad wniesionymi ustawami do końca swojej kadencj. Potem, oczywiście, może zmienić się rząd. Kiedy kadencja się kończy dokumenty nie giną, ale sam proces uchwalania ustawy musi zacząć się od początku.
Niedawno rząd przekazał projekt ustawy o asystencji osobistej do Sejmu, ale ten projekt nie został dobrze opracowany. Z jednej strony jest okrojony merytorycznie, a z drugiej strony zawiera błędy również w kontekście techniki prawnej, tego jak jest napisany. Gdybym oddał pracę o takiej jakości na studiach, to miałbym problem z zaliczeniem.
Podkomisja musi omówić projekt ustawy artykuł po artykule – a jest ich, co trzeba podkreślić, 120. Podczas ostatnich trzech miesięcy odbyły się trzy spotkania podkomisji podczas których omówiono projekt ustawy do 40 artykułu. Przy każdym artykule jest średnio 5-6 uwag prawnych podnoszonych przez przedstawicieli Sejmowego Biura Legislacyjnego, a prócz tego również uwagi merytoryczne. Jeżeli 3 miesiące zajęło omówienie zaledwie 40 artykułów, to istnieje realne zagrożenie, że nie zdążymy skończyć pracy nad ustawą do końca kadencji. A deklarowano, że zostanie uchwalona w 100 dni.
Przejdę teraz do celu mojego apelu. W przyszłym roku będą wybory. Jak rozpocznie się kampania wyborcza, to prace legislacyjne sejmu zatrzymają się ze zgrzytem. Oznacza to, że zostało bardzo mało czasu na uchwalenie ustawy. Najpierw musi skończyć swoją prace podkomisja, potem komisja i dopiero na sam koniec ustawa zostanie uchwalona w Sejmie. Dlatego apeluję o to, by zmienić sposób pracy podkomisji, tak aby udało się zdążyć uchwalić ustawę. Chodzi mi o realną zmianę działania, a nie tylko ciągłe słowne przepychanki w rodzaju: \"czyja to jest wina, że to się tak przeciąga?\".
W takim razie jakie jest rozwiązanie? Nie można przecież zostawić tej ustawy „niedorobionej” z perspektywy prawnej. To jeszcze bardziej skomplikuje sytuację.
Moja propozycja jest taka: po pierwsze musi być więcej posiedzeń i muszą być one dłuższe. Po drugie, uważam że dobrze byłoby oddzielić dyskusję legislacyjną od merytorycznej.
Na ten moment omawianie każdego artykułu to mieszanka dyskusji na dwa tematy: konkretnych kwestii legislacyjnych (o których wypowiada się głównie Biuro Legislacyjne) oraz trudnych rozmów odnoszących się do kwestii merytorycznych.
Pod względem marytorycznej strony ustawy pojawiają się pytania m.in. o to dlaczego na asystencję zostało przeznaczone tak mało pieniędzy, skąd przyjęte widełki wiekowe itp. Merytoryczne dyskusje są bardzo ważne. Myślę jednak że lepiej byłoby podzielić pracę nad ustawą na dwa etapy: zacząć od kwestii legislacyjnych, a potem przejść do merytoryki.
Jakie działania podejmowała Partia Razem w kontekście asystencji osobistej?
Naszą rolą jako opozycji jest wyegzekwowanie obietnic, które rząd złożył przed wyborami w 2023 roku. Ktoś może powiedzieć: \"wy sobie tutaj siedzicie i krytykujecie\". Tak, bo taka jest obecnie nasza rola. Ja tego projektu nie pisałem, ale jako obserwator mogę zwrócić uwagę, na to że w tym tempie nie uda się uchwalić tej ustawy albo naświetlić konsekwencje pewnych zapisów.
Na przykład: w projekcie ustawy figuruje zapis, że asystenci osobiści będą mogli być zatrudniani tylko na umowy cywilnoprawne, nie na umowy o pracę. Może mieć on bardzo negatywne konsekwencje. I tak nie mamy ludzi, którzy pracowaliby jako asystenci osobiści – wyraźnie brakuje wykształconej kadry. A jeśli warunki będą tak niezachęcające, niewiele osób będzie chciało podejmować się pracy w tym zawodzie.
Brak wyspecjalizowanych pracowników to realne zagrożenie. Podczas poprzedniego posiedzenia podkomisji przedstawiciel Stowarzyszenia Twoje Nowe Możliwości przeprowadził pewien eksperyment. Sprawdził ile osób, które obecnie pracują w stowarzyszeniu w roli asystentów osobistych, kwalifikowałoby się do pracy asystenta osobistego zgodnie z wymogami zwartymi w projekcie ustawy. Okazało się, że nikt.
Dodatkowo pensja, jaką powinien otrzymywać asystent osobisty za wykonywanie swojej pracy wpisana jest na twardo w ustawę. To konkretna kwota w złotówkach, która nie podlega waloryzacji.
Czy te zagadnienia zostały poruszone podczas posiedzeń podkomisji?
Oczywiście, są podnoszone przez organizacje społeczne albo przez niektórych posłów. Ministerstwo w tym momencie mogłoby zgłosić autopoprawki, ale tego nie robi. Podkreśla, że taki projekt ustawy został ustalony z rządem. Dlatego, między innymi, pensja asystenta osobistego nie będzie poddawana waloryzacji.
To tworzy ustawę wydmuszkę.
Tak. Ciężko jest słuchać ciągłych wymówek ze strony ministesterstwa. To nie są pytania o specyficzne sytuacje, tylko bardzo podstawowe kwestie: ile tym ludziom zapłacimy? Czy ministerstwo wie, ile osób w Polsce spełnia te wygórowane wymagania i może zostać asystentami osobistymi?
Podsumowując, które elementy projektu ustawy o asystencji osobistej uznajesz za najbardziej problematyczne?
Brak waloryzacji pensji asystentów osobistych, forma umowy (brak możliwości zawarcia umowy o pracę), uniemożliwienie dostępu do ustawowej asystencji osobistej osobom po 65. roku życia.
Źródło niepełnosprawni.pl




