W pierwszy i drugi dzień Świąt Wielkanocnych, 5 i 6 kwietnia o godz. 11:15, na antenie TVN wyemitowane zostaną nowe odcinki programu „Autentyczni”. Gośćmi będą Adam Woronowicz i Małgorzata Socha. Dla widzów będą to kolejne spotkania z wyjątkowym formatem telewizyjnym. Dla dziennikarzy związanych z Fundacją Rozwoju Edukacji, Pracy, Integracji to jednak coś więcej niż samo nagranie. To proces, który zaczyna się znacznie wcześniej niż wejście na plan i trwa znacznie dłużej niż emisja odcinka.
Program telewizyjny widz ogląda przez kilkadziesiąt minut. Tymczasem dla dziennikarzy Fundacji REPI to doświadczenie zaczyna się już wtedy, gdy poznają nazwiska gości. Pojawia się ciekawość, zaczyna się przygotowanie, poszukiwanie informacji, rozmowy, wymiana pomysłów, układanie pytań. Część osób szuka wiadomości w internecie, część sięga do innych źródeł. Spotkania przygotowujące coraz bardziej przypominają prawdziwe spotkania redakcyjne. To nie jest już tylko oczekiwanie na wyjazd do studia. To wspólna praca nad rozmową.
Przed ostatnim nagraniem z uczestnikami Fundacji REPI pracowała także reżyser programu Karolina Węglorz-Zima, która poprowadziła warsztat dziennikarski. Takie spotkania mają ogromne znaczenie, bo pokazują, że udział w programie nie polega wyłącznie na obecności przed kamerą. To praca nad uważnością, formułowaniem myśli, słuchaniem innych, budowaniem pytań i odnajdywaniem się w sytuacji, która nigdy nie przebiega dokładnie tak samo.
I właśnie ten element wydaje się dziś jednym z najważniejszych. Każdy odcinek jest inny. Każdemu towarzyszą inne emocje, inna dynamika, inna gotowość do rozmowy. Dużo zależy od tego, na ile dziennikarze znają zaproszonego gościa, a także od tego, w jaki sposób sam gość wchodzi w kontakt. Czy od początku zachęca do rozmowy, czy potrzebuje więcej czasu, aby oswoić się z sytuacją. To wszystko wpływa na atmosferę spotkania i na przebieg pytań.
Jak podkreśla Marzena Szewczyk, asystentka dziennikarzy z Fundacji REPI, z odcinka na odcinek widać coraz większą uważność uczestników wobec siebie nawzajem. Coraz lepiej słuchają pytań zadawanych przez inne osoby, nie powtarzają wątków, potrafią podjąć temat rozpoczęty przez kogoś innego i dopytać o szczegóły. To bardzo ważna zmiana, bo pokazuje, że rozmowa przestaje być zbiorem pojedynczych wystąpień, a staje się wspólnym budowaniem spotkania.
Równie ważne jest to, że reakcje dziennikarzy nie są wyuczone ani wystudiowane. Nie są udawane. Są prawdziwe. I właśnie dlatego mają taką siłę. W gotowym, zmontowanym odcinku widz widzi efekt końcowy. Na żywo dużo mocniej widać, że autentyczność tych spotkań jest obecna nie tylko w słowach, ale także w spojrzeniu, geście, sposobie wejścia w relację i przeżywania tego, co dzieje się wokół.
Dr Tomasz Eliasz Wardzała, prezes zarządu Fundacji REPI i asystent dziennikarzy, zwraca uwagę, że ten program pokazuje coś bardzo ważnego także z punktu widzenia neuroróżnorodności.
W programie „Autentyczni” interesuje mnie nie tylko sama rozmowa przed kamerą, ale również to, co dzieje się w człowieku, gdy rzeczywistość nie przebiega dokładnie według ustalonego planu. Dla wielu osób neuroróżnorodnych przewidywalność daje poczucie bezpieczeństwa. Tymczasem zarówno podróż, jak i sam plan zdjęciowy są przestrzeniami pełnymi zmian, napięć i sytuacji, których nie da się w pełni przewidzieć. Właśnie dlatego ten program tak wiele odsłania. Pokazuje nie tylko zadawanie pytań, ale też dojrzewanie do relacji, elastyczności i współobecności - mówi.
W notatkach i wspomnieniach uczestników powraca zresztą jeden ważny temat: nie zawsze udaje się zadać dokładnie to pytanie, które ktoś wcześniej przygotował. Czasem inna osoba wyprzedzi dany wątek, czasem rozmowa skręca w niespodziewanym kierunku, czasem pojawia się niedosyt. Krzysztof Mitera mówi wprost, że nie podobało mu się, iż pytanie, które chciał zadać, padło wcześniej z ust kogoś innego. Chodziło o pytanie do Małgorzaty Sochy o współpracę z Bożeną Dykiel. Ale zaraz dodaje rzecz najważniejszą: być może ktoś chciał zapytać o to samo i był po prostu szybszy, a on sam i tak dostał odpowiedź, której szukał. W tym krótkim dopowiedzeniu jest coś bardzo cennego - przejście od frustracji do rozumienia sytuacji, od własnego planu do wspólnej rozmowy.
To właśnie taki rodzaj dojrzewania najłatwiej przeoczyć, jeśli patrzy się na „Autentycznych” wyłącznie jak na program telewizyjny. Tymczasem dla osób biorących udział w nagraniach to również szkoła radzenia sobie ze zmianą, z napięciem, z koniecznością szybkiego dostosowania się do nowej sytuacji. Jeszcze wcześniej takie zaburzenie ustalonego schematu wywoływało większe zdenerwowanie. Dziś coraz częściej widać, że uczestnicy szybciej godzą się z tym, że nie na wszystko mają wpływ. To nie znaczy, że napięcie znika. To znaczy, że rośnie umiejętność przyjęcia rzeczywistości taką, jaka jest. Ten rozwój widać nie tylko na planie. Widać go także w drodze do studia.
Tym razem wyjazd do Warszawy wyglądał inaczej niż wcześniej. Dotąd grupa jeździła busem. Teraz część uczestników pojechała komunikacją zbiorową, pociągiem. Dla niektórych była to pierwsza taka podróż na nagrania. To nie był drobny szczegół organizacyjny, lecz ważny etap w budowaniu samodzielności. Uczestnicy organizowali tak wiele, jak tylko się dało: drogę z dworca do hotelu, przemieszczanie się po mieście, swój czas między nagraniami, spotkania w mniejszych i większych grupach, relacje z dziennikarzami z innych miast. Uczyli się po drodze wszystkiego - odnajdywania właściwego peronu, wagonu restauracyjnego, poruszania się po dworcach i zachowania w transporcie publicznym.
Jedna z takich sytuacji szczególnie zapadła w pamięć. Wojciech Gibała zdecydował, że pojedzie wcześniejszymi pociągami, by sprawdzić własne umiejętności i przekonać się, jak poradzi sobie w takiej podróży. Poradził sobie. Korzystał nie tylko z pociągu, ale także z metra. W jego trakcie był świadkiem ataku epilepsji u jednej z osób. Zareagował, wezwał pomoc, zachował się odpowiedzialnie i przytomnie. To przykład, który mówi bardzo wiele o sprawczości, samodzielności i gotowości do działania w realnym świecie - nie w warunkach ćwiczenia, lecz w prawdziwej, nieprzewidzianej sytuacji.
Także pozostali uczestnicy jechali do Warszawy z coraz większym poczuciem odpowiedzialności. Godzina wyjazdu części grupy została dostosowana do możliwości Michała Misiewicza, który pracuje i chciał uwzględnić potrzeby pracodawcy. To kolejny ważny element tej opowieści. Mówimy nie o abstrakcyjnej aktywizacji, ale o realnym życiu: obowiązkach, organizacji czasu, podejmowaniu decyzji, uzgadnianiu planu.
Wracając do Tarnowa, grupa jechała na dworzec metrem. W pewnym momencie nie wszyscy zdążyli wsiąść do jednego składu. Dawid Nieć i Wojciech Gibała pojechali sami i poczekali na resztę na kolejnej stacji. Nie było paniki. Nie było lęku. Był śmiech, spokój i świadomość, że to sytuacja, z którą można sobie poradzić. Takie momenty z pozoru wydają się małe. W rzeczywistości to one pokazują skalę zmiany
Kiedy mówimy o neuroróżnorodności, zbyt często skupiamy się wyłącznie na trudnościach. Tymczasem ten program i wszystko, co dzieje się wokół niego, pokazują także uważność, konsekwencję, szczerość, odpowiedzialność i zdolność do realnego działania. Dla mnie bardzo ważne jest to, że osoby neuroróżnorodne nie tylko potrafią uczestniczyć w mediach. Potrafią je współtworzyć, nadając rozmowie własny rytm, własną wrażliwość i własną prawdę - podkreśla dr Tomasz Eliasz Wardzała.
Same spotkania z gośćmi także pozostawiły po sobie ważne wrażenia. Krzysztof Mitera wspomina, że odebrał oboje gości pozytywnie, cieszył się z wyjazdu, nie odczuwał stresu i był zadowolony, że zdobył interesujące go informacje. Podkreśla też, że warto było pojechać ze względu na możliwość integracji z koleżankami i kolegami. Po dwunastu odcinkach programu ma poczucie, że młodzież i dorośli w spektrum autyzmu mogą być dziennikarzami i dobrze odnajdują się w tej roli.
Źródło niepełnosprawni.pl




