- Wolą przyjść do pracy niż siedzieć w czterech ścianach. Tu mają swoje wydeptane ścieżki, tu się spełniają, czują się potrzebni
- Epidemia koronawirusa sprawiła, że musieli wziąć dwa miesiące wolnego. Nieznane do tej pory zagrożenie wywołało paniczny strach, że wszystko stracą. I że znowu zostaną uwięzieni w domu
- Kiedy Amanda po dwóch miesiącach znowu weszła do hotelowej kuchni, Marcin mógł rozczesać grzywę koniowi Broko, a Marta pościeliła łóżka w pokojach, na ich twarzach malowało się szczęście. I ulga, że znowu są potrzebni
Krzyżewo. Niewielka, malownicza wieś na Podlasiu, otoczona polami. W pobliżu lasy i imponujące rozlewiska rzeki Narwi. Cisza, spokój, czyste powietrze. Tuż za sklepem nieco zaskakujący element krajobrazu - szpaler dostojnych drzew, w zacienionej alejce. Na jej końcu budynek dawnego internatu, wzniesionego jeszcze przed pierwszą wojną. Czerwona tabliczka z białym napisem: "Centrum Turystyczno-Rehablitacyjne w Krzyżewie".
Od czterech lat można tu wynająć pokój, także w promocyjnym pakiecie, romantycznym, aktywnym czy rodzinnym i wypocząć na łonie natury. Założony przez Fundację "Praca dla Niewidomych" to jeden z nielicznych takich ośrodków w kraju, w którym większość pracowników to osoby w różnym stopniu niepełnosprawności.
Amanda.
Uśmiechnięta, rozgadana, zaraża optymizmem. 28 lat. Mieszka w miejscowości Nowe Racibory. Od urodzenia jest niewidoma. W Krzyżewie pracuje w hotelowej kuchni. Kiedy do niej wchodzimy, Amanda akurat zmywa naczynia. Już po naszych krokach słyszy, że to jacyś przybysze spoza ośrodka.
- Lubię tu być. To zawsze okazja, żeby wyjść z domu, spotkać przyjaciół, poznać nowych. Ale też czegoś się nauczyć. Tu czuję się potrzebna. Wiem, że mogę się do czegoś przydać. Tu czuję się bardziej samodzielna. I nie egzystuję tylko po to, by egzystować - uśmiecha się.
Tak się czasem czuła, gdy dopadały ją dylematy, co ma dalej robić w życiu. Skończyła szkołę dla niewidomych w Laskach pod Warszawą. Potem zrobiła licencjat z pedagogiki opiekuńczo-wychowawczej. Nie mogła jednak znaleźć pracy w tym zawodzie. Nie wahała się ani chwili, gdy pojawiła się koncepcja pracy w Krzyżewie.
- Jest bardzo sprawna manualnie. Niektóre czynności wykonuje bardziej dokładnie, niż osoby widzące. Sama tego nie powie, bo jest bardzo skromna, ale jest specjalistką w robieniu klusek śląskich. Często jest tak, że jak coś trzeba wykonać precyzyjnie, ktoś inny idzie na zmywak - mówi pani Anna, instruktorka z ośrodka. - Nie może pracować w gumowych rękawicach, bo dotyk to tak jakby jej wzrok. Bez problemu porusza się po obiekcie, ma w głowie cały jego plan i jest bardzo chętna do pomocy.
https://wiadomosci.onet.pl/bialystok/krzyzewo-to-dla-nich-drugi-dom-czesto-ten-wazniejszy/s1bgzxh






