Pan Jan Huk swój zakład szewski w Legnicy prowadzi od 40 lat. Jednak to prawdopodobnie ostatni rok jego działalności. – Kiedyś się nosiło buty 10 lat, skórzane. A teraz na każdą porę roku kobiety mają po 3 czy 4 pary, jest zbyt duża komercja, za dużo sklepów – mówi.
A na rynek trafia dużo tandety, której nie opłaca nam się naprawiać. W Legnicy nie naprawimy już wyrobów ze skóry – pan Dariusz Rylski musiał zamknąć swój zakład rymarski.
Rymarstwo w Legnicy jednak nie umarło – w Warsztacie Terapii Zajęciowej legnickiego Caritas pan Dariusz uczy zawodu podopiecznych. – Postanowiliśmy powołać taką pracownię, żeby uratować trochę też ginący zawód, jakim jest rymarz, ale też żeby pokazać coś ciekawego, coś innego – mówi kierownik warsztatu Dorota Blachowska.
Powstają więc breloczki, zszywane są etui na okulary. W przyszłości legnicki Caritas chciałby utworzyć spółdzielnię socjalną, aby jego podopieczni mogli zarabiać jako rymarze.




