Ogłoszenie:

To pełnosprawni dosiadają się do nas.

dodano: 2018.10.31 ważne do: 2023.11.23 wyświetleń: 112
Szczegóły ogłoszenia:
 Tak jak kiedyś kobiety wywalczyły sobie prawo do funkcjonowania w przestrzeni publicznej, prawa wyborcze - tak i my, osoby z niepełnosprawnościami, musimy to dla siebie zdobyć
 

Bohaterowie 40-dniowego protestu w Sejmie Jakub Hartwich i Adrian Glinka prowadzą na Wyborcza.pl program wideo „W pożyczonych garniturach”. Zapraszają do rozmowy ważne dla siebie osoby, poruszają tematy trudne dla osób z niepełnosprawnościami. Ich gościem był już Jurek Owsiak. W najnowszym odcinku wystąpiła Joanna Scheuring-Wielgus i Michała Szczerba oraz wspierający ich protest Paweł Grzegorz Iwaniuk.

Iwaniuk to 32-letni vloger, bloger, redaktor, prowadził program w lokalnej telewizji. Działacz społeczny i organizator imprez. Kandydował do rady miasta Biała Podlaska z hasłami pokonania barier architektonicznych dla osób z niepełnosprawnościami. Nie został radnym.

Jakub Hartwich: Z czym się borykasz na co dzień, jaka jest twoja niepełnosprawność?

Paweł Iwaniuk: Od urodzenia choruję na rdzeniowy zanik mięśni. To choroba neurologiczna, osłabione są moje mięśnie. Jeżdżę na wózku inwalidzkim od 22. roku życia, jestem wentylowany przy użyciu respiratora, co może nawet słychać. I to chyba wszystko. Moja niepełnosprawność ma taki klasyczny charakter – tak jak sobie większość wyobraża osobę na wózku.

Jakub Hartwich: Jak oceniasz nasz 40-dniowy protest w Sejmie. Byłeś jakoś w niego zaangażowany?

Paweł Iwaniuk: Tak! Nie chcę mówić, że byłem bardzo zaangażowany – bo to wy byliście zaangażowani. My byliśmy tylko obserwatorami. Na grupie na Facebooku staraliśmy się prowadzić internetową wersję protestu. Wysyłaliśmy do premiera Morawieckiego na Twitterze zdjęcia osób z niepełnosprawnościami wspierających protest w Sejmie. Dziękuję za ten protest.

Adrian Glinka: Jak wiesz, mamy zakaz wejścia do Sejmu.

Paweł Iwaniuk: To działanie bardzo negatywne i destrukcyjne dla demokracji. Zostaliście odcięci od Sejmu, bo podnieśliście publicznie temat, który dla tej czy innej władzy w tym momencie jest niewygodny. Zabraniając wam wstępu do Sejmu, ogranicza się możliwość debaty publicznej. Mam też wrażenie, że jest pewna grupa osób z niepełnosprawnościami, które nie identyfikują się z celami protestu. Jakby uważali, że miał on charakter polityczny. Ja się z tym osobiście nie zgadzam.

Jakub Hartwich: Protest miał na celu przybliżenie naszych problemów. Trudno nam wyjść na ulicę, stąd Sejm.

Paweł Iwaniuk: Byłem w kwietniu pod Sejmem i poznałem tam wiele osób, które przyjechały z różnych części kraju. Spotkałem np. kobietę, która przyjechała z Gdańska z synem. Podejrzewam, że dla nich to był jeden z najdalszych wyjazdów. I od razu w tak istotnej sprawie. Dla ludzi, którzy większość życia spędzają w domach, wasz protest był takim momentem, kiedy po raz pierwszy wyszli na zewnątrz i zamanifestowali to, co ich boli. Głos osób z niepełnosprawnościami był usłyszany w Polsce.

Adrian Glinka: A postulat finansowy?

Paweł Iwaniuk: Nie mam wrażenia, że to 500 zł dodatku, które postulowano, było źle przyjmowane przez społeczeństwo. To się nie podobało raczej zwolennikom obecnej władzy. Podczas kampanii do rady miasta słyszałem dużo głosów wsparcia. Myślę, że nagłośnienie postulatów przez protest w Sejmie pozwoliło przybliżyć nasz świat osobom, dla których był on do tej pory odległy. Jest pewna narracja w polityce, zgodnie z nią nasz protest miał charakter polityczny, ale tak naprawdę każde działanie, które jest niewygodne dla władzy, jest przypisywane działaniu politycznemu. To już trwa od lat.

Adrian Glinka: Ale w debacie bierze udział coraz więcej osób takich jak my, z niepełnosprawnościami.

Paweł Iwaniuk: Niepełnosprawności to problem naszych rodzin, ludzi sprawnych. Niepełnosprawności mogą dopaść każdego. Przez chorobę, starość. Ludzie jeszcze czasami pytają: „Po co te podjazdy?”. A my moglibyśmy zapytać: „Po co te schody?”. Podjazd nie jest luksusem.

Adrian Glinka: Co robisz, żebyśmy byli w społeczeństwie lepiej odbierani?

Jakub Hartwich: Co cię skłoniło do kandydowania do rady miasta?

Paweł Iwaniuk: Mam 32 lata i uznałem, że to jest dobry moment, by zaangażować się w lokalną politykę. Interesuje mnie tylko działanie w samorządzie. Bo tam podejmuje się decyzje, które są najbliżej nas. Cztery lata temu miałem pierwszą propozycję, żeby kandydować, ale się na to nie zdecydowałem. Teraz dopiero widzę, ile jest w naszym mieście rzeczy do zrobienia. Pobyt pod Sejmem w trakcie waszego protestu zmotywował mnie do wzięcia sprawy w swoje ręce.

Adrian Glinka: Czy myślisz, że jak nas wybiorą, to będziemy nareszcie wysłuchani?

Paweł Iwaniuk: Myślę, że już wiele osób słucha naszej grupy. Problemem jest to, że to niekoniecznie są ludzie, którzy są przy władzy. Jestem trochę starszy od was i wydaje mi się, że nastawienie społeczeństwa się zmienia. Może nie tak szybko, jakbyśmy sobie życzyli. O naszą obecność w przestrzeni publicznej musimy walczyć sami. Nie zrobią tego za nas inni, bo nawet jeśli mają dobre intencje, to przez to, że są sprawni, nie zrozumieją naszej sytuacji. Tak jak kiedyś kobiety wywalczyły sobie prawo do funkcjonowania w przestrzeni publicznej, prawa wyborcze – tak i my powinniśmy.

Adrian Glinka: A jaka jest nowoczesna forma aktywizacji?

Paweł Iwaniuk: Trudno odpowiedzieć, bo niepełnosprawności mają bardzo indywidualny charakter. Na swoim przykładzie powiedziałbym, że trzeba być sobą. Jeśli mamy pragnienia i poczucie potrzeby działania w tej kwestii, tak jak ja – do niedawna intensywnie działałem w swoim mieście w dziedzinie kultury. Są osoby z niepełnosprawnościami jak Janina Ochojska, którzy działają charytatywnie. W poprzednim odcinku waszego programu Jurek Owsiak mówił, że trzeba wychodzić do ludzi i działać przez happeningi. Zgadzam się z tym w 100 proc. Organizowałem i koordynowałem Bialskie Dni Fantastyki. Współpracowała ze mną masa sprawnych osób. I te osoby nigdy nie dały mi odczuć, że moja niepełnosprawność jest dla nich problemem. Wspólnie realizowaliśmy ciekawy cel.

Adrian Glinka: A skąd bierzesz siłę na to wszystko?

Paweł Iwaniuk: Kiedy byłem dzieckiem, moja mama bardzo się udzielała w Towarzystwie Pomocy Dzieciom, które kiedyś działało w Białej Podlaskiej. Myślę, że mam dobry przykład działalności społecznej. Teraz ona mówi, jak ja coś robię: „Po co ci to? W domu byś trochę posiedział”. Odpowiadam, że ona mnie tego nauczyła. Idę za jej przykładem. Dobry przykład daje energię. Żeby zobaczyć, że coś zadziałało, i powtórzyć.

Jakub Hartwich: W pełni się zgadzam. Moim dobrym przykładem – nigdy nie mówiłem tego publicznie – też jest mama, która rozpoczęła tę walkę, a ja chcę ją kontynuować. Moja mama się ze mną czasem sprzecza, ale tak jest w naszym środowisku, że rodzice osób niepełnosprawnych często się zamartwiają. A moją misją może właśnie jest szansa na usamodzielnienie i normalne życie.

Adrian Glinka: Próbuję sobie przestawić w głowie, że jestem pełnosprawny. Pomaga mi chodzenie do ludzi na śmiesznie, z bananem na twarzy. Jeżeli ktoś do mnie mówi, że jestem niepełnosprawny, to ja tym bardziej pokazuję, że nie mam ograniczeń. Taka osoba widzi we mnie albo człowieka, albo wózek.

No i oczywiście, że moim motorem jest moja mama.

Ważna jest książka Nicka Vujicica „Bez rąk. Bez nóg. Bez ograniczeń”. Jak wydał tę książkę, byłem do niej negatywnie nastawiony. Ale gdy ją przeczytałem, powiedziałem sobie, że nie jestem niepełnosprawny, bo mam ręce, nogi, którymi mogę operować. On tego nie ma, a pomimo tego pokazał, że można mieć rodzinę, można mieć pasję.

Jakub Hartwich: Niepełnosprawni powinni zaistnieć w społeczeństwie i rozmawiać z pełnosprawnymi ludźmi, żeby była wymiana poglądów. My sobie normalnie żartujemy, ale też rozmawiamy o problemach. Przed sejmowym protestem przez dwa lata siedziałem w domu, było mi naprawdę ciężko. Potem podjąłem pracę w fundacji i zacząłem się otwierać. Bardzo dużo czasu mi to zajęło. Byłem w szoku, co może zrobić takie zamknięcie się na prawie dwa lata, gdy nagle stajesz się zupełnie innym człowiekiem, niż byłeś wcześniej.

Adrian Glinka: Czy nie zauważyliście, że kiedy osoby niepełnosprawne zbiorą się np. na gyrosie i się śmieją, to ludzie do nas podchodzą? Bo ich dziwi, że możemy się cieszyć. Po chwili ktoś się dosiada i staje się taki sam jak my. To jest bardzo fajne uczucie, że dołącza się do nas obcy człowiek i zaczynamy czuć, jakbyśmy byli sprawni. Bo on nie zwraca uwagi na naszą niepełnosprawność. To jest dobre, co?

Paweł Iwaniuk: Potrzebujemy, żeby ludzie nas zobaczyli nie tylko jako tych, których coś boli, którym czegoś brakuje, ale też tych, którzy są uśmiechnięci, który mają coś do powiedzenia, z którymi można pójść na piwo czy do kina. Musimy wywalczyć sobie tę codzienność.

Nie obiecam niczego, czego nie mogę spełnić. Jakub Hartwich, radny Torunia

– Dostałem już zaświadczenie – to taki dyplom w ratuszu o wyborze na radnego. Przede mną uroczyste zaprzysiężenie i praca. Wiem, że to nie będzie łatwy mandat, będę miał asystenta, przynajmniej wszystko na to wskazuje, który w miarę potrzeby pomoże mi m.in. w czytaniu i pisaniu.

Mandat będę wykonywał rzetelnie, mimo ograniczeń. Będę musiał się dużo nauczyć, ale tego się nie boję. Nie przespałem nocy przed oficjalnymi wynikami. Choć na liście miałem numer 1, nie byłem pewien wygranej. Gdy tylko mój sztab doniósł mi, że mam mandat, opublikowaliśmy informacje na Facebooku, a ja obdzwoniłem przyjaciół, rodzinę, wujków.

Dziękuję wszystkim za głosy oddane na mnie. Jestem szczęśliwy i obiecuję, że to nie będzie głos zmarnowany. Społeczeństwo otwiera się na osoby z niepełnosprawnościami. To był egzamin i dla mnie, i dla społeczeństwa.

Podszedłem do tych wyborów z ogromną pokorą, pracowaliśmy ciężko w kampanii, żeby się udało. Dostałem tyle wsparcia, wszyscy wokół bardzo wierzyli we mnie. Tuż przed wyborami zadzwoniła do mnie osoba szczególna – prof. Andrzej Rzepliński. To nie było związane z wyborami, ale dało mi dużo siły. Profesor poinformował mnie, że wraz z Adrianem Glinką zostaliśmy nominowani do nagrody prof. Zbigniewa Hołdy. Mówił, że to za naszą heroiczną walkę, za protest, za obronę praw osób z niepełnosprawnościami, po prostu za obronę praw człowieka.

Nie wiem jeszcze, jak będzie wyglądał mój pierwszy dzień w ratuszu, ale wiem, że nigdy nie obiecam czegoś, czego nie da się zrobić. Nie cierpię osób, które nie dotrzymują słowa. Każdy mieszkaniec będzie mógł do mnie przyjść, wysłucham go i podejdę do niego poważnie. Wyborcy oczekują ode mnie działania.

Kontakt
To pełnosprawni dosiadają się do nas.
( Pokaż na mapie)
Kontakt
Podziel się:
Dodawanie komentarza
Dodawanie komentarza Ukryj formularz
Captcha
Przepisz tekst widoczny na obrazku.
Aktualności Archiwum aktualności
Reklama
Zapisz się do newslettera:
Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingu usług i produktów partnerów właściciela serwisów.