Ogłoszenie:

Morskie Oko. Wozy z silnikiem elektrycznym

dodano: 2017.09.04 ważne do: 2023.06.08 wyświetleń: 178
Szczegóły ogłoszenia:
Morskie Oko. Wozy z silnikiem elektrycznym mogą zastąpić konie


Tatrzański Park Narodowy testuje na trasie prowadzącej do Morskiego Oka wóz wspomagany silnikiem elektrycznym. I jednocześnie prowadzi walkę o odzyskanie dobrego imienia, nadszarpniętego przez dwa wydarzenia z poprzednich lat. Turyści z transportu konnego wciąż chcą korzystać, choć zdecydowania większość jest temu przeciwna.

 Panie, to jest mafia. Z tym się nic nie zrobi, a powinno być zakazane - mówi mi turysta ze Zgierza. Emeryt, do Zakopanego przyjeżdża z żoną regularnie od ponad 40 lat. - Nogi już nie domagają, dlatego robimy krótki spacerek do Wodogrzmotów. Trasa jest krótka, to ledwie 2-3 km piechotą. A potem wracamy - ciągnie. To może do Morskiego Oka dojadą państwo końmi? - pytam. - Nigdy! - odpowiadają jednocześnie.

Turystów z takim podejściem można spotkać na trasie do Morskiego Oka mnóstwo. Ruch jest tam zresztą ogromny. W słoneczne dni z Palenicy Białczańskiej w drogę rusza blisko 10 tysięcy osób. Na parkingach wolnych miejsc nie ma już przed 8 rano, wędrowców dowożą też kursujące z Zakopanego busy. Te przyjeżdżają co 15 minut, w każdym jest 20-25 osób. Na trasę ciągną wszyscy - dorośli z dziećmi, także tymi w wózkach, młodzież, a nawet niepełnosprawni. Bo droga - poza tym, że ma blisko 9 km - jest łatwa. Większość wyłożona jest asfaltem, końcówka - kostką. W internecie można ją znaleźć nawet jako „trasę dla bobasa”. Skoro więc pokonać może ją praktycznie każdy, to dlaczego ludzie decydują się na przejazd końmi?

Wie pan, to dla dziecka - wyjaśnia czekająca na fasiąg (pojazd konny) turystka z Małopolski. - Córeczka nigdy nie jechała konikiem i chce się przejechać - dodaje. To zazwyczaj główny powód, dla którego ludzie decydują się na przejażdżkę. Nie odstrasza ich cena - 50 zł za dorosłego i 50 zł za dziecko. Oczywiście w jedną stronę. - Czemu za syna tyle samo? - pyta jedna z matek wsiadających na wóz. - Pasażer jak pasażer - odpowiada fiakier (woźnica).

Turystów mijających fasiągi jest jednak zdecydowana większość. Podczas gdy 10 osób staje w kolejce do wozu, 100 kolejnych rusza na trasę pieszo. - Przyjeżdżam w góry, żeby chodzić, a nie wozić tyłek - odpowiada mi mężczyzna z Ostrołęki. Małżeństwo z Górnego Śląska, które na szlak wyrusza pieszo z dwójką małych dzieci, stwierdza z kolei: - Jeśli konie muszą tu gdzieś pracować, to niech jeżdżą dorożkami po Zakopanem. Krótkie odcinki, łagodne podjazdy. To zwierzęta przystosowane do pracy, ale wszystko rozbija się o to, w jakich warunkach spędzają dzień.

Te są zdecydowanie lepsze niż jeszcze kilka lub kilkanaście lat temu. Dawniej fiakrzy zabierali na fasiąg aż 30 osób, później 18. Teraz, po regulacjach w przepisach, na wóz może wejść jedynie 12 turystów. A do tego dochodzą regularne badania koni i długi odpoczynek między kolejnymi kursami. Mimo zmian, Tatrzański Park Narodowy, który zarządza transportem na trasie do Morskiego Oka, wciąż znajduje się pod ostrzałem za dwa wypadki sprzed kilku lat.
Kontakt
Morskie Oko. Wozy z silnikiem elektrycznym
Zakopane ( Pokaż na mapie)
Kontakt
Podziel się:
Dodawanie komentarza
Dodawanie komentarza Ukryj formularz
Captcha
Przepisz tekst widoczny na obrazku.
Aktualności Archiwum aktualności
Reklama
Zapisz się do newslettera:
Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingu usług i produktów partnerów właściciela serwisów.