Ogłoszenie:

Los okrutnie ich doświadczył.

dodano: 2017.08.07 ważne do: 2023.06.08 wyświetleń: 237
Szczegóły ogłoszenia:

Chociaż od czasu do czasu osoby chore pojawiały się w gazetach, lub telewizji, to problem był raczej nieznany. Głośno o osobach z tetraplegią zrobiło się po premierze francuskiego filmu „Nietykalni”. Dzięki niemu do wielu ludzi dotarło, że to takie same osoby, jak oni. Mają emocje, potrzeby, wciąż sprawny intelekt. Funkcjonują, tylko z fizycznymi ograniczeniami. Sporo tetraplegików jest przykutych do wózka, jeśli nie łóżka. Kiedyś ich życie było ograniczone przez cztery ściany pokoju. Dzięki rozwojowi technologii i dostępowi do sieci sporo się zmieniło na lepsze. Świat jest bliżej. Jednak wciąż wielu tetrusów zmaga się z brakiem pracy. To ważne, nie tylko dlatego, że rehabilitacja i sprzęt leczniczy kosztuje. Po prostu, jak każdy inny człowiek, chcą coś robić. Poczuć się potrzebni. Do tego rozpiera ich kreatywność.

Artur Szaflik 22 lata temu uległ wypadkowi, który spowodował uszkodzenie rdzenia. „Wściekłość” - tym jednym słowem opisuje, to jak czuł się po wypadku. Przez te 22 lata właściwie nie miał żadnej pracy. Czasem wpadło jakieś zlecenie od znajomych, bo Artur umie pisać. Nie używa do tego palców, jak większość ludzi, bo te są sparaliżowane. Zamiast tego wciska klawisze na klawiaturze za pomocą kłykci. Jego sytuacja zawodowa zmieniła się, gdy Artur poznał Maję.

- Robiłem remont pokoju mamy. Znajomi wpadli z pomocą, jednak całość się przeciągała i nie zanosiło się na to, że uda skończyć się całość w jeden dzień, jak planowaliśmy. Wtedy Zuzanna, moja przyjaciółka, napisała na swoim facebooku, że szukamy rąk do pomocy i zgłosiła się Maja – opowiada Artur.

To było w czerwcu 2015 r., taki był początek. Maja dołączyła do kręgu znajomych Artura i podczas wielu odwiedzin rozmawiali o sytuacji tetrusów, niepełnosprawności i ułatwieniach na rynku pracy dla takich osób. Z czasem powstał projekt „Leżę i pracuję” przedsiębiorstwa społecznego i pierwszej agencji marketingowej, która powstała po to, by być miejscem pracy dla osób takich jak Artur.

- Oficjalnie działamy od listopada 2016 r., a dokładnie od 14 listopada. Data inauguracji naszej działalności nie jest przypadkowa — miała ona miejsce w trakcie inauguracji Światowego Tygodnia Przedsiębiorczości, którego w ubiegłym roku tematem przewodnim była przedsiębiorczość społeczna, czyli to, czym się zajmujemy – tłumaczy Maja Lipiak, prezes firmy Leżę i Pracuję.

Poza tym, że „Leżę i Pracuję” powstało z myślą jako miejsce pracy dla osób z paraliżem, to nie rożni się niczym od innych agencji marketingowych. Czemu taka branża? Po pierwsze Maja Lipiak miała doświadczenie z dwóch agencji marketingowych i jednej PR-owej. Znajomość branży zawsze jest w cenie. Po drugie dziś większość zadań związanych z pracą tego typu można wykonywać z dowolnego miejsca na ziemi. Nie trzeba wychodzić w ogóle z domu. Wystarczy mieć dostęp do telefonu, komputera i internetu.

- Od pierwszego pomysłu do założenia firmy minął ponad rok. Obecnie „leżę i pracuje” działa osiem miesięcy i to wciąż początkowy etap działalności. - Okres ten był czasem edukacji i promocji, starania się o finansowanie. Czekamy na końcowe formalności związane z rejestracją Fundacji i ruszamy ze sprzedażą! W końcu bez sprzedaży nie bylibyśmy biznesem. Społecznym, ale jednak biznesem – podkreśla Lipiak.

Obecnie trwa końcowy etap rejestracji fundacji. Jak tylko wszystkie formalności zostaną skończone, to pracownicy dostaną umowy o pracę. W tym momencie agencja funkcjonuje „na zasadach stażu”. Pracownicy, a jest ich już kilku, uczą się na pierwszych klientach.

Osoby niepełnosprawne, z różnymi widocznym dolegliwościami, często czują na sobie ciekawskie spojrzenia i zdarza im się spotkać z uprzedzeniami. Świat jednak powoli się zmienia. Maja Lipiak zapytana, czy spotkali się z negatywną reakcję zdecydowanie zaprzecza. Ogólny odbiór projektu jest bardzo dobry. Ludzie doceniają ideę aktywizacji zawodowej osób, które nigdy takiej pracy nie miały, m.in. ze względu na swoją niepełnosprawność. - Na takich osobach się skupiamy. Na tych, które są najdalej od rynku pracy – zaznacza szefowa „Leżę i pracuje”.

Uprzedzenia też się właściwie nie zdarzają. Czasem tylko ciekawość, np. jak Artur pracuje. Wtedy na spokojnie tłumaczą, że paraliż paraliżowi nierówny i nawet jeśli dotknie on ręce, to zazwyczaj i tak zachowana jest w nich jakiś stopień ruchomości. Lipiak przyznaje, że pojawiły się do tej pory pytanie o kompetencje. To, że niepełnosprawni mogą pracować nie oznacza z automatu, że robią to dobrze.

- Na to mamy jednak swój sposób — właśnie tworzymy program e-learningowy dla naszych pracowników, w którego powstanie jest zaangażowanych wielu trenerów, mających w małym palcu komunikację na Facebooku. Obsługa fanpejdży na tym portalu to nasza podstawowa usługa – tłumaczy. Pieniądze pozyskane z otrzymanej dotacji zostaną przeznaczone nie tylko na szkolenia, ale także na zapewnienie odpowiedniego sprzętu do pracy, dostosowanego do potrzeb pracowników.

Od kiedy powstało „Leżę i pracuję” Artur i Maja otrzymują wiele wiadomości od osób, które chciałyby pracować w ich agencji. Piszą oczywiście ci, którzy pracy nie mają, nie mogą znaleźć takiej, która byłaby dostosowana do ich potrzeb. Jednak są też i tacy chętni, którzy zajęcie mają, ale „nie jest to praca stymulująca, rozwijająca”. Stąd szukają zmiany, czegoś z ambicjami, co zmieni ich życie na lepsze. I w to, że tak się stanie wierzą też założyciele firmy.
Kontakt
Los okrutnie ich doświadczył.
( Pokaż na mapie)
Kontakt
Podziel się:
Dodawanie komentarza
Dodawanie komentarza Ukryj formularz
Captcha
Przepisz tekst widoczny na obrazku.
Aktualności Archiwum aktualności
Reklama
Zapisz się do newslettera:
Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingu usług i produktów partnerów właściciela serwisów.