efektum
Autyzm. Pracownia niełatwej dorosłości 2022-04-11
Śląskie

Do Pracowni część osób przychodzi z książkami z piktogramami. To z ich pomocą otrzymują instrukcje i plan pracy. Nikogo nie dziwią też słuchawki wygłuszające czy to, że czasem pracownik macha rękami albo wokalizuje. W Pracowni Rzeczy Różnych dostrzega się różnorodność ludzkich ścieżek rozwojowych.

„Dla naszych dorosłych dzieci nie ma nigdzie miejsca” – to zdanie często pada w rozmowach z rodzicami osób z autyzmem. Po skończeniu edukacji trafiają one do „czarnej dziury”. Po latach intensywnej pracy, uspołeczniania, edukacji pozostaje im często dom rodzinny i kanapa przed telewizorem, a także towarzystwo coraz bardziej zmęczonych i sfrustrowanych rodziców. Jedyną szansą dla nich są inicjatywy organizacji pozarządowych, które próbują łatać pełen „czarnych dziur” system. Jedną z takich łat jest właśnie Pracownia Rzeczy Różnych, założona przez Fundację Synapsis, która w kwietniu tego roku obchodziła 15-lecie istnienia.

Poranek na przystanku

W Pracowni Rzeczy Różnych zatrudnienie znajdują 24 osoby w spektrum autyzmu ze znacznym lub umiarkowanym stopniem niepełnosprawności – z tego 10 osób z niepełnosprawnością sprzężoną. Jest to jedyny obecnie zakład aktywności zawodowej (ZAZ), skierowany konkretnie do osób w spektrum autyzmu. Jak funkcjonuje to miejsce? Temu mogłem się przyjrzeć, gdy odwiedziłem Pracownię w dniu jej piętnastych urodzin.

Dzień pracy zaczyna się od przyjazdu autokaru. Od poniedziałku do piątku, punktualnie o 8:30, duży zielony pojazd zatrzymuje się przy przystanku autobusowy obok stacji metra Wilanowska. Bez niego trudno byłoby dojechać do znajdującej się pod Piasecznem wsi Wilcza Góra. Zwłaszcza, że pracownicy Pracowni mieszkają w różnych częściach Warszawy, a także poza nią.

Dla wielu z nich to tak naprawdę jedyna szansa na aktywność po skończeniu edukacji. Osoby w spektrum często „nie mieszczą się w systemie” – zwłaszcza te z niepełnosprawnością sprzężoną, na przykład intelektualną. Nie ma dla nich placówek, środowiskowych domów samopomocy, a warsztaty terapii zajęciowej albo nie chcą ich przyjmować, albo nie mają oferty, która odpowiadałaby ich potrzebom. A potrzeby, jak każdy z nas, mają różne. Bo każdy z 24 osób zatrudnionych w Pracowni w Wilczej Górze to oddzielna historia, osobowość i unikalne doświadczenia.  

Spod Legionowa do Wilczej Góry

Dawid w Wilczej Górze pracuje od 2019 roku. Codziennie dojeżdża pod Piaseczno z małej miejscowości pod Legionowem, czyli z zupełnie drugiej strony Warszawy. Dlatego najpierw jedzie busem ze swojej rodzinnej miejscowości na warszawski Marymont, tam przesiada się w metro i koleją podziemną jedzie na miejsce zbiórki.

Wśród produktów, które wychodzą spod rąk Dawida i jego kolegów najbardziej chwali on gliniane mydelniczki. Praca, jak sam przyznaje, daje mu dużo satysfakcji, ale najważniejsza jest dla niego sama możliwość pracy, zarabiania – wszyscy pracownicy zatrudnieni są na umowach o pracę na 0,55 etatu. Dodatkowym atutem jest możliwość wyjścia z domu, spotkania się z innymi ludźmi i rozmowy z kolegami, które zaczynają się już w autokarze.

Entuzjazm od rana

Po przybyciu na miejsce widać, że pracowników rozpiera entuzjazm. Nie tylko z powodu obchodzonej dziś rocznicy. Gdy rozmawiam z Izabelą Broczkowską, prezeską zarządu Fundacji Synapsis, która oprowadza mnie po Pracowni, podchodzi do nas Agata, jedna z pracownic.

- Świetnie wyglądasz, masz cudowną apaszkę, takie stonowane kolory, ja takie lubię, nie takie krzykliwe – chwali wyraźnie Izabelę rozentuzjazmowana dziewczyna.

Również mnie dostaje się pochwała – za koszulkę z Panem Kleksem.

mczyzna siedzi pochylony nad maym biureczkiem jest plecami do aparatu W tle biurko i regay z wyrobami pracownikw

AAC

Nie wszyscy pracownicy są tak wygadani. Sporą część załogi Pracowni stanowią osoby określane jako niewerbalne. Dla innych mówienie wiąże się z dużymi trudnościami. Dlatego też Pracownia Rzeczy Różnych korzysta z AAC (ang. Augmentative and Alternative Comunication), czyli komunikacji wspomagającej i alternatywnej.

Fundamentem AAC jest założenie, że każdy człowiek powinien móc się komunikować. Mówić o swoich potrzebach, uczuciach, przemyśleniach. Protestować, gdy czegoś nie chce. Zadawać pytania o to, co go ciekawi i opowiadać o tym, co dla niego ważne. Decydować o sobie.

- Proszę sobie wyobrazić człowieka, który nie może powiedzieć, że czegoś potrzebuje, że coś go boli. Dlatego to też najcześciej sprawia, że osoby zachowują się w sposób trudny do zaakceptowania przez otoczenie. Dzięki AAC można wyeliminować poczucia frustracji wynikłe z braku możliwości skomunikowania się ze światem – tłumaczy Krzysztof Rataj, Zastępca Kierownika Pracowni. – Osoby z autyzmem mają potrzebę wypowiedzenia się, wyrażenia swoich emocji. Jeśli nie mogą tego zrobić, to pojawiają się tzw. zachowania trudne. Jeśli zna się potrzeby i stworzy narzędzie do komunikacji, to można uniknąć takich problemów – podkreśla.

Dlatego właśnie AAC w formie naklejek z piktogramami jest dosłownie w całym budynku, na każdej jego ścianie i w prawie każdym pomieszczeniu.

Widać to choćby podczas odpraw, gdy pracownicy otrzymują informacje o obowiązkach i planie dnia. Niektórzy pracownicy odprawy otrzymują za pomocą obrazków. Przy ich pomocy dowiadują się o obowiązkach danego dnia, ale też o zajęciach czy rehabilitacji. Sami zaś wskazując na dany obrazek – informują o swoich potrzebach i komunikują się z organizującymi pracę trenerami. Warto tu też wspomnieć, że pracownicy  mają oprócz obowiązków także 2-3 godziny zajęć dodatkowych i godzinę  rehabilitacji dziennie.

Trenerzy, których jest w sumie 14 nie tylko pokazują jak wykonać zadania związane z działalnością pracowni, ale pomagają też w zwykłym funkcjonowaniu. Układają plany dnia, rozmawiają z pracownikami o ich potrzebach, wspierają w radzeniu sobie ze stresem i w nabywaniu umiejętności. Dzięki temu pracownicy mogą skupić się na samej pracy. A tej jest naprawdę dużo, bo produkty powstające w Pracowni Rzeczy Różnych cieszą się niemałym powodzeniem.

Perły Mazowsza i budki dla ptaków

Jako Zakład Aktywności Zawodowej Pracownia Rzeczy Różnych prowadzi działalność komercyjną. W czterech pracowniach: ceramicznej, solarskiej (nazywanej przez pracowników pracownią majsterkowania), rzemiosła artystycznego i biurową.

Każda z tych pracowni jest tak przygotowana, by mogły w nich pracować osoby o bardzo różnym stopniu sprawności. Każda pracownia opisana jest też za pomocą piktogramów. Nawet ułożenie stanowisk pracy jest takie, by mogły się dobrze odnaleźć osoby o większych problemach sensorycznych. W pracowniach dostępne są też m.in. słuchawki wygłuszające, które są ważne dla osób o nadwrażliwości sensorycznej. Ta drobna z pozoru rzecz bardzo wpływa na jakość życia osób w spektrum.

Tak samo jest z podziałem pracy w pracowni ceramicznej – jest na tyle dużo różnych zadań: od kruszenia gliny, po pokrywanie przygotowanych produktów szkliwem, że każdy będzie miał tu coś do zrobienia. Efekty tej pracy cieszą się niemałym zainteresowaniem. Wykonane tu statuetki były wręczane laureatom Pereł Mazowsza i zwycięzcom Wielkiej Warszawskiej – słynnej gonitwy na warszawskim Służewcu. Ponadto stałym klientem Pracowni jest choćby Gmina Piaseczno, która nabywa ceramiczne zegary tworzone przez Pracownię.

Wzięciem cieszą się też produkty powstające w pracowni stolarskiej – szczególnie budki dla ptaków, których nabywcami są m.in. nadleśnictwa. Gdy odwiedzałem Pracownię trwały prace nad partią budek, które mają trafić do nadmorskiej Rumi. Z kolei w znajdującej się po sąsiedzku pracowni biurowej można poczuć świąteczną atmosferę. Bo cały czas powstają w niej kartki bożonarodzeniowe.

- Jak chce się wykonać ręcznie cztery tysiące kartek świątecznych, to trzeba je robić przez cały rok – tłumaczy mi Izabela Broczkowska.

Mottem Pracowni Rzeczy Różnych jest „Więcej niż dobre produkty”, a założeniem to, że powstające tu zegary, budki czy kar

Ocena: 0
Wyświetleń: 142 Dodał(a): zibi2