efektum
Pandemia nie przeszkadza im sięgać po marzenia. I wózek też nie 2020-09-05
Małopolskie
Wyjechać na pół roku na wolontariat na drugi koniec Europy? Nie każdy by się odważył, szczególnie w samym środku pandemii. Ale 23-letniej Kingi Danielczyk nic nie powstrzyma. Ani koronawirus, ani niepełnosprawność - bo dziewczyna porusza się na wózku, ma mózgowe porażenie. I na tym wózku każdego dnia udowadnia - sobie i innym - że choroba, owszem, jest przeszkodą, ale nie musi być usprawiedliwieniem.

Zaczęło się od maila, który do „Mimo wszystko” - fundacji Anny Dymnej - trafił rok temu. Kinga - trzykrotna stypendystka fundacji (konkretniej projektu „Akademia Odnalezionych Nadziei”, który wspiera niepełnosprawnych studentów) - napisała w nim, że wyjeżdża do Portugalii na zagraniczny wolontariat. I wszystko już załatwiła, ale został jeden wymóg, bez którego nie da rady zrealizować marzenia: musi mieć asystentkę, która będzie towarzyszyć jej podczas całego wyjazdu.

Dorota Wojcieszek, 26 lat: Fundacja wrzuciła maila na wewnętrzną grupę dla wolontariuszy, a ja od dwóch lat wspieram „Mimo wszystko” w różnych działaniach. Plany Kingi mnie zaciekawiły. Miałam wprawdzie stabilną pracę w Krakowie, w korporacji, swoje zajęcia, plany, ale pomyślałam: Kiedy zrobić coś takiego, jak nie teraz? Zadzwoniłam do Kingi - z początku tylko ot tak, żeby się poznać, dowiedzieć więcej. Już w trakcie tej rozmowy dotarło do mnie: To się naprawdę może udać.

Kinga: Ta pierwsza rozmowa trwała ponad godzinę. Teraz, jak od miesiąca jesteśmy w Portugalii, ludzie pytają nas, jak długo się znamy. Kiedy odpowiadamy, że w zasadzie to dopiero się poznajemy, nie mogą uwierzyć.

Granice rozmowy

Niepełnosprawność, z którą zmaga się Kinga - mózgowe porażenie dziecięce czterokończynowe - jest wrodzona. To, co udało się osiągnąć - to efekt jej wieloletniej rehabilitacji, ciężkiej pracy i wielkiej determinacji. Jest samodzielna w części codziennych czynności, potrzebuje wsparcia głównie w poruszaniu się na zewnątrz.

Kinga jest energiczna, ambitna, towarzyska. Sprawia wrażenie silnej, konkretnej - takiej, która potrafi upomnieć się o swoje, poradzić sobie w każdej sytuacji. Wspina się, jeździ konno, podróżuje. Lubi wyzwania. Nie pasuje do stereotypów osoby niepełnosprawnej. Otwarcie i szczerze mówi o swojej chorobie i potrzebach, ale jednocześnie - nie daje się przy tym ponosić emocjom, wchodzić w rolę ofiary. To ona wyznacza granice w tej rozmowie.

- Przyzwyczaiłaś się do choroby?

- Nie wiem, czy to jest dobre słowo. Chyba jednak nie można się przyzwyczaić. To, co można, to kreatywnie obchodzić przeszkody, które stoją na drodze. Metaforyczne i dosłowne.

- Wolontariat, studia, podróże, sport. To chyba odważne?

- Chyba tak. Ale na szczęście dużo się w tym zakresie zmienia. Na studiach nie byłam ani jedyną osobą w grupie, ani na roku, która poruszała się na wózku. Niepełnosprawni coraz częściej studiują, podróżują, uprawiają sporty i realizują pasje. Nie jestem wyjątkiem.

Konkret

Dorota też musiała się wykazać odwagą. Po pierwsze: nie miała wcześniej doświadczenia w asystowaniu osobie poruszającej się na wózku.

Kinga: Dlatego już w Polsce tłumaczyłam Dorocie dokładnie, co mogę zrobić sama, czego nie mogę, jakie są moje możliwości i ograniczenia. Chciałabym, żeby jak najlepiej poznała mój sposób poruszania się i funkcjonowania - tak, abyśmy obie wiedziały, czego się po siebie spodziewać. Dla przykładu: Przyrządzę sobie kanapki i zawiozę je do stolika. Ale z zupą mam już problem. Bez problemu jeżdżę wózkiem w pomieszczeniach, ale już próg czy krawężnik jest dla mnie dużą barierą.

Dorota: Kinga bardzo precyzyjnie i konkretnie mówi o tym, kiedy potrzebuje wsparcia i jak to wsparcie ma wyglądać. Umówiłyśmy się roboczo, że Kinga, potrzebując pomocy, będzie po prostu to sygnalizować. Obie w tym wszystkim potrzebujemy przecież też trochę własnej przestrzeni. Spędzimy ze sobą w jednym pokoju pół roku, nie chodzi o to, żeby od razu się sobą zmęczyć.

Bo to też wyzwanie - być ze sobą prawie cały czas, w obcym kraju, kulturze. W jednym hostelowym pokoju. I tu już nie chodzi o niepełnosprawność Kingi, ale po prostu o to, że ludzie zawsze muszą się akceptować, dostosowywać się do siebie albo szukać kompromisów. Czasem chodzi o drobne rzeczy: że Dorocie dzwoni sześć budzików, a Kinga nastawia tylko jeden. Że jedna, i druga też potrzebują czasem samotności.

Po drugie, jeśli chodzi o odwagę: Dorota, decydując się na wolontariat, musiała zrezygnować z pracy. - Nie chodzi o to, że jej nie lubiłam, że narzekałam, że chciałam drastycznie i na zawsze zmienić swoje życie, a ten wyjazd okazał się tylko pretekstem. Było mi szczerze przykro, że muszę pożegnać się z tymi wszystkimi ludźmi.

Pokrzyżowane plany

Miały wyjechać w maju, dlatego Dorota odeszła z pracy odpowiednio wcześniej.

Ale przyszła pandemia i pokrzyżowała im plany, jak wszystkim.

Dorota: Już w kwietniu wiedziałyśmy, że z majem będzie problem. Przełożyłyśmy wyjazd na lipiec.

Kinga: W lipcu też się nie udało, okazało się, że przyjęcia nowych wolontariuszy są wstrzymane.

Ostatecznie do Amarante - miasteczka w północnej Portugalii, nie tak daleko od Porto - dotarły początkiem sierpnia, przesiadając się w Barcelonie. Kinga śmieje się, że choć nigdy wcześniej nie leciała samolotem, stała się ekspertką od „przebukowywania” biletów.

Odpowiedzialność

Amarante zwykle jest gwarne, pełne turystów, odbywają się tu liczne festiwale, imprezy. Przez pandemię jest znacznie spokojniej. Dziewczyny trafiły do Casa da Juventude de Amarante, która współpracuje z wieloma organizacjami pozarządowymi.

- Dzięki temu możemy wybrać, co robimy danego tygodnia: a to wspieramy lokalnych rolników, a to prowadzimy zajęcia w ośrodku dla osób niepełnosprawnych intelektualnie lub uczymy angielskiego - opowiadają dziewczyny. Razem z nimi w Amarante pracuje teraz kilkunastu wolontariuszy z różnych krajów: Turcji, Węgier, Niemiec, Grecji, Rumunii, Włoch, Hiszpani.

Kinga jest jedyną wolontariuszką - i w ogóle pierwszą w historii organizacji - która porusza się na wózku - Dają mi duże emocjonalnego wsparcie, słuchają: czego potrzebuję, co jeszcze bym zmieniła. Zastrzegłam, że nie obędę się bez fizjoterapii. I oni załatwili rehabilitanta, który przychodzi do mnie raz w tygodniu na dwie godziny. A mogliby powiedzieć: to dla nas już za dużo. To samo z organizacją przestrzeni; wybudowali platformę, żebym mogła wjechać na stołówkę - tłumaczy Kinga.

Organizacja w przyszłości chce gościć więcej niepełnosprawnych wolontariuszy, Polka więc, jako pierwsza, sprawdza wszystko, przygotowuje grunt dla innych. To z jednej strony satysfakcja, mówi, ale też wielka odpowiedzialność.

Podobnie obie dziewczyny są zaangażowane, w ramach wolontariatu, w tworzenie raportu o dostępności (albo braku tej dostępności) miasta dla osób niepełnosprawnych. - W skrócie: razem z wolontariuszami sprawdzamy w jakim stopniu Amarante jest przyjazne dla osób poruszających się na wózkach - wyjaśnia Dorota. - A że Portugalia składa się z samych pagórków, to takich miejsc, gdzie trudno dotrzeć niepełnosprawnym, jest naprawdę sporo. Niektóre łatwo przerobić, dostosować. Z innymi jest znacznie trudniej.

Przyszłość

Dziewczyny chciałaby wykorzystać zdobyte podczas wolontariatu doświadczenie. Do Polski wrócą w lutym 2021 roku. Dorota ma zamiar wrócić wtedy do pracy. Kindze został jeszcze ostatni, piąty rok studiów - anglistyki na Uniwersytecie Techniczno-Humanistycznym w Radomiu. Teraz ma dziekankę, ale od przyszłego roku na pewno wraca na zajęcia.

W sumie trzy razy - w 2016, 2017 i 2018 roku - dostała „Indeks marzeń”, czyli stypendium Akademii Odnalezionych Nadziei. - Moje studia są bezpłatne, ale - przez niepełnosprawność - nie jestem w stanie na przykład szybko notować. Aby jak najmniej pisać, wydaję więcej na kserowanie notatek, na podręczniki, słowniki. Do tego dojazdy, ponieważ mój rodzinny dom jest oddalony od Radomia o 40 kilometrów. Mama musiała zawozić mnie codziennie na zajęcia, a potem czekała aż skończę. Dzięki tym stypendiom mogłam nie martwić się o pieniądze na dojazdy czy pomoce naukowe, tylko spokojnie studiować - opowiada.

Studia, dodaje, wiązały się z niemałym poświęceniem. Nie tylko jej.

Ale to poświęcenie zaprowadziło Kingę do miejsca, w którym jest. I w którym z optymizmem patrzy w przyszłość. A widzi w n

Ocena: 0
Wyświetleń: 75 Dodał(a): zibi2
Komentarze