efektum
To dla nich drugi dom. Często ten ważniejszy 2020-07-18
Mazowieckie
Amanda to specjalistka od klusek śląskich. Jest niewidoma od urodzenia. Marcin przygotowuje konie do jazdy. Miał nowotwór za lewym okiem. Łukasz jest recepcjonistą. Po wypadku na quadzie jeździ na wózku. Marta dba o czystość pokoi dla gości. Ma chorobę o podłożu emocjonalnym. Centrum Turystyczne w Krzyżewie, którego pracownicy to w większości osoby niepełnosprawne, to dla nich drugi dom. Często ważniejszy, niż ten rodzinny.

  • Wolą przyjść do pracy niż siedzieć w czterech ścianach. Tu mają swoje wydeptane ścieżki, tu się spełniają, czują się potrzebni
  • Epidemia koronawirusa sprawiła, że musieli wziąć dwa miesiące wolnego. Nieznane do tej pory zagrożenie wywołało paniczny strach, że wszystko stracą. I że znowu zostaną uwięzieni w domu
  • Kiedy Amanda po dwóch miesiącach znowu weszła do hotelowej kuchni, Marcin mógł rozczesać grzywę koniowi Broko, a Marta pościeliła łóżka w pokojach, na ich twarzach malowało się szczęście. I ulga, że znowu są potrzebni

Krzyżewo. Niewielka, malownicza wieś na Podlasiu, otoczona polami. W pobliżu lasy i imponujące rozlewiska rzeki Narwi. Cisza, spokój, czyste powietrze. Tuż za sklepem nieco zaskakujący element krajobrazu - szpaler dostojnych drzew, w zacienionej alejce. Na jej końcu budynek dawnego internatu, wzniesionego jeszcze przed pierwszą wojną. Czerwona tabliczka z białym napisem: "Centrum Turystyczno-Rehablitacyjne w Krzyżewie".

Od czterech lat można tu wynająć pokój, także w promocyjnym pakiecie, romantycznym, aktywnym czy rodzinnym i wypocząć na łonie natury. Założony przez Fundację "Praca dla Niewidomych" to jeden z nielicznych takich ośrodków w kraju, w którym większość pracowników to osoby w różnym stopniu niepełnosprawności.

Amanda.

Uśmiechnięta, rozgadana, zaraża optymizmem. 28 lat. Mieszka w miejscowości Nowe Racibory. Od urodzenia jest niewidoma. W Krzyżewie pracuje w hotelowej kuchni. Kiedy do niej wchodzimy, Amanda akurat zmywa naczynia. Już po naszych krokach słyszy, że to jacyś przybysze spoza ośrodka.

- Lubię tu być. To zawsze okazja, żeby wyjść z domu, spotkać przyjaciół, poznać nowych. Ale też czegoś się nauczyć. Tu czuję się potrzebna. Wiem, że mogę się do czegoś przydać. Tu czuję się bardziej samodzielna. I nie egzystuję tylko po to, by egzystować - uśmiecha się.

Tak się czasem czuła, gdy dopadały ją dylematy, co ma dalej robić w życiu. Skończyła szkołę dla niewidomych w Laskach pod Warszawą. Potem zrobiła licencjat z pedagogiki opiekuńczo-wychowawczej. Nie mogła jednak znaleźć pracy w tym zawodzie. Nie wahała się ani chwili, gdy pojawiła się koncepcja pracy w Krzyżewie.

- Jest bardzo sprawna manualnie. Niektóre czynności wykonuje bardziej dokładnie, niż osoby widzące. Sama tego nie powie, bo jest bardzo skromna, ale jest specjalistką w robieniu klusek śląskich. Często jest tak, że jak coś trzeba wykonać precyzyjnie, ktoś inny idzie na zmywak - mówi pani Anna, instruktorka z ośrodka. - Nie może pracować w gumowych rękawicach, bo dotyk to tak jakby jej wzrok. Bez problemu porusza się po obiekcie, ma w głowie cały jego plan i jest bardzo chętna do pomocy.

https://wiadomosci.onet.pl/bialystok/krzyzewo-to-dla-nich-drugi-dom-czesto-ten-wazniejszy/s1bgzxh

Ocena: 0
Wyświetleń: 224 Dodał(a): zibi2
Komentarze