efektum
Urodził się bez rąk i nóg. Matka po porodzie krzyczała: \"Zabierzcie TO ode mnie\". Dziś Nick Vujicic inspiruje miliony! 2020-06-20
Mazowieckie

Na ekranie pojawia się twarz mężczyzny. W tle słychać przebój „Don’t Worry, Be Happy” Bobby’ego McFerrina. Bohater filmu mówi: „Nazywam się Nick Vujicic. Uwielbiam podróżować po świecie, łowić ryby i pływać. Kocham żyć i jestem szczęśliwy!”. Nagle kamera oddala się i pokazuje całą postać: człowieka bez rąk, bez nóg. Od tej sceny zaczyna się film „Życie bez kończyn”. Jego bohater cierpi na fokomelię, rzadką chorobę genetyczną. Nie przeszkodziła mu ona jednak w tym, aby ułożyć sobie życie, znaleźć miłość, zostać pisarzem i… stać się przykładem dla milionów innych osób walczących z niepełnosprawnością. Bitwa, jaką ze swoim losem toczy Nick, zaczęła się 37 lat temu w australijskim mieście Brisbane.

Chwile zwątpienia

To był piękny grudniowy wieczór. Mama Nicka odpoczywała po długim porodzie, zastanawiając się, dlaczego nikt nie przynosi jej syna do przytulenia. Czyżby coś było nie w porządku? Wreszcie pojawia się pielęgniarka z małym zawiniątkiem. Dziecko głośno płacze i pani Vujicic oddycha z ulgą. Ale w tym samym momencie jej wzrok pada na męża, który widzi już małego. Ten na widok syna blednie i zaczyna rozpaczliwie rozpinać koszulę pod szyją. Chwilę później pielęgniarki wyprowadzają go na szpitalny korytarz i biegną po lekarza. W tym samym czasie mama Nicka poznaje przyczynę zasłabnięcia swojego męża.

Wiecie, że matki nie mogą doczekać się chwili, w której po raz pierwszy będą trzymać na rękach swoje nowo narodzone dzieci? Moja matka do nich nie należała. Kiedy mnie do niej przyniesiono, krzyczała na cały głos: "Zabierzcie TO ode mnie!", a potem dostała ataku histerycznego płaczu”, opowiada Nick w swojej książce.

Pielęgniarki i położna były bezradne. W końcu, po interwencji lekarzy, małego ułożono w beciku obok mamy, ale ta nadal nie mogła znieść widoku swojego dziecka – bez kończyn, z niewielkim kikutem wyrastającym w miejscu lewego uda. Jak przyznaje Vujicic, zaakceptowanie jego kalectwa zabrało rodzicom sporo czasu i… modlitw.

Mój ojciec był pastorem. Zawsze powtarzał wiernym, że we wszystkim trzeba ufać Bogu i wierzyć, że ma On swój plan. Teraz musiał przekonać samego siebie, że tak właśnie jest… - tłumaczył Nick w jednym z wywiadów.

Nick sam przez wiele lat daleki był od zrozumienia intencji, jakimi kierował się Stwórca, pozbawiając go szansy na normalne życie.

Jako dziecko wiele razy zadawałem Bogu pytanie: "Dlaczego taki się urodziłem? Jak możesz mówić, że mnie kochasz, jeśli sprawiasz, że nie mogę żyć jak inne dzieci?" - zwierzał się.

Modlitwa o ręce i nogi

Kiedy skończył pięć lat, Nick zaczął uczęszczać do szkółki niedzielnej.

Na pierwszej katechezie usłyszałem, że Jezus mnie kocha i stworzył mnie na swój obraz i podobieństwo. Pamiętam, że pomyślałem wtedy: "Czyżby?!” -  relacjonował Vujicic.

Wyśmiewany przez rówieśników i traktowany jak dziwadło, Nick nie miał wtedy przyjaciół. Stopniowo popadał w depresję. Kiedy miał 10 lat, próbował się utopić.

Marzyłem, aby wszystko się już skończyło. Pewnie wyda się to dziecinne, ale ze wszystkich rzeczy, które widziałem dokoła siebie, najbardziej bolesny był dla mnie widok ludzi trzymających się za ręce. Wiecie, co wtedy myślałem? Że nigdy nie będę mógł tak samo iść z moją dziewczyną - wspomina bohater „Życia bez kończyn”.

W tym czasie wszystkie jego modlitwy koncentrowały się wokół jednego życzenia.

Przed snem modliłem się o ręce i nogi. Kładłem się spać, płakałem i marzyłem o tym, że obudzę się rano i poczuję kończyny, które przez noc cudownie mi wyrosły -  napisał w swojej książce Nick.

Jak zapewnia, mimo że Bóg nie spełnił jego prośby, nadal regularnie czytał Biblię. Aż w końcu znalazł w niej odpowiedzi na pytania, które zadawał sobie od dziecka…

Wiara czyni cuda

Początkowo Nick nie mógł chodzić do zwykłej szkoły, bo zakazywało tego prawo stanu Wiktoria. Jego ojciec walczył jednak tak mocno o to, aby syn mógł się integrować z rówieśnikami, że ostatecznie dyskryminujący kalekie dzieci przepis został zmieniony. Młody Vujicic był jednym z pierwszych niepełnosprawnych uczniów, którzy uczęszczali do szkoły razem z dziećmi pełnosprawnymi.

I choć niektórzy z rówieśników dali mu ostro popalić, to większość starała mu się z całych sił pomagać. Doceniono także jego charyzmę i talent. Nastoletni Nick był przewodniczącym samorządu szkolnego i już wtedy pomagał organizacjom charytatywnym. Wkrótce założył także i własną – Life Without Limbs (Życie bez kończyn). Jego działalność, hart ducha i niezwykła osobowość sprawiły, że stał się ulubieńcem Australijczyków.

https://party.pl/newsy/nick-vujicic-urodzil-sie-bez-rak-i-nog-przez-cale-swoje-zycie-udowadnia-ze-nie-ma-to-najmniejszego-znaczenia-128133-r1/

Ocena: 0
Wyświetleń: 121 Dodał(a): zibi2
Komentarze