efektum
Koronawirus na czterech kółkach 2020-06-02
Mazowieckie
Sypią się nasze plany. Marzenia muszą poczekać. Strach przed koronawirusem paraliżuje nie tylko najbliższe otoczenie, ale cały świat...

1 stycznia 2020 roku. Ustały fajerwerki, butelki szampana puste, zamilkła muzyka. Mamy nowy rok, a z nim nowe pomysły, plany, oczekiwania. Jaki będzie? Życie biegnie swoim rytmem – chodzimy do pracy, szkoły, spotykamy się z rodziną, przyjaciółmi. Puby przepełnione, galerie handlowe pełne klientów, w kinach brak miejsc, gdy dają dobry film. W domowym zaciszu oglądamy telewizję i słuchamy doniesień z kraju i ze świata. Dochodzą do nas informacje, że w Chinach jest epidemia, która – jak się okazuje trwa od 17 listopada 2019 roku.

Słuchamy, oglądamy, ale tak naprawdę jest to dla nas temat odległy. Aż tu nagle doniesienia: Chiny – miasto Wuhan – mnóstwo zgonów, a jeszcze więcej ludzi zarażonych. O co chodzi? Jesteśmy zszokowani tymi informacjami i zaczynamy uświadamiać sobie, że w Chinach naprawdę jest epidemia. Reportaże, zdjęcia, statystyki pokazują, że Chińczycy przechodzą piekło. Dane zachorowań i zgonów przekraczają nasze wyobrażenia. Koronawirus – bo tak został nazwany śmiercionośny wirus – zaczyna się rozprzestrzeniać. Włochy, Francja, Austria, Niemcy… Co się dzieje? Epidemia jest coraz bliżej nas – Polaków.

Zadajemy sobie pytanie: kiedy u nas?

Nie trzeba długo czekać. 4 marca 2020 roku – jak podają media, mamy pierwszy przypadek zarażenia. Dotychczas wykonano 584 testy, w tym 1 wynik dodatni. Wszyscy zadają sobie pytanie: czy na tym się skończy?

Niestety z dnia na dzień tych przypadków jest więcej. 12 marca dochodzi do pierwszego przypadku śmiertelnego. Rząd zaczyna wprowadzać ostrzeżenia: mycie i dezynfekcja rąk. Niestety liczba zakażeń oraz śmiertelność zaczynają z dnia na dzień rosnąć. Słuchamy, oglądamy i zaczynamy zdawać sobie sprawę, że nie jest wesoło – 11 kwietnia podjęto decyzję o zamknięciu szkół i uczelni, 25 kwietnia zamykamy granice. Galerie handlowe, zakłady pracy, urzędy – zamknięte. Wyjście na ulicę tylko w pojedynkę i tylko w określonym celu – sklep spożywczy, apteka. Następne dni przynoszą informację o zakazie wyjścia do lasu. Place zabaw, parki, skwery – zamknięte.

W oczach ludzi stojących dwa metry od siebie w sklepach spożywczych można dostrzec panikę, zdenerwowanie. Co będzie dalej? Kościoły, cmentarze – zamknięte. Święta Wielkiej Nocy przeżywamy w swoich domach: smutek, niedowierzanie i obawy o jutro. Od 16 kwietnia obowiązkowe zakładanie maseczek chroniących nas przed wirusem, poruszanie się w pojedynkę w miejscach publicznych. Osoby objęte kwarantanną są sprawdzane przez policję, osoby starsze i samotne otrzymują pomoc żywnościową od sąsiadów lub placówek pomocy. Osoby niepełnosprawne – no właśnie, co z nimi?

Czy w zaistniałej sytuacji my, ludzie zdrowi, sprawni fizycznie myślimy o ludziach chorych, leżących, poruszających się na wózkach inwalidzkich?

Narzekamy, grymasimy, ogarnia nas panika. A przecież mamy zdrowe ręce, nogi i możemy pójść samodzielnie do sklepu, wyjść na ogród, a w czasie nudy robić tysiące rzeczy, przemieszczając się w naszych domach.

Skąd nagła myśl o osobach niepełnosprawnych?

Wczoraj wieczorem podczas rozmowy z moją mamą o pandemii koronawirusa padło imię „Małgosia”. Zaczęłyśmy się zastanawiać, jak ona, osoba niepełnosprawna, radzi sobie z tym wszystkim, skoro my, osoby zdrowe, mamy tak wiele problemów w zaistniałej sytuacji.

Pewnie zapytacie, kto to jest Małgosia.

Małgorzata Wilczek to wieloletnia przyjaciółka mojej mamy, a zarazem moja – z racji tego, że jej osoba przeplata się w moim życiu od najwcześniejszych moich lat. Małgosia cierpi na dystrofię mięśniową. Jest to przewlekła, uwarunkowana genetycznie zwyrodnieniowa choroba mięśni; postępujące osłabienie i zanik mięśni. Gosia, od kiedy pamiętam, porusza się na wózku inwalidzkim, co jednak nie przeszkadza jej w realizacji i spełnianiu swoich marzeń i celów. Jest osobą niezwykle pogodną, zawsze uśmiechniętą i otaczającą się dużą liczbą przyjaciół.

Zapalona podróżniczka – zwiedziła wraz ze swoim partnerem wiele zakątków świata i odwiedziła wiele miejsc w Polsce. Fascynatka kina – dwa razy w tygodniu ze znajomymi odwiedza kino „Świt” w Czechowicach-Dziedzicach. Założycielka w czechowickiej restauracji Kalendarium spotkań pod nazwą „Piątkowe gawędy”. Jako gospodyni zaprasza na swoje spotkania ciekawych ludzi, którzy poruszają niezwykłe tematy. Ponadto udziela korepetycji z matematyki. Jest w trakcie realizacji filmu o swoim życiu i pasjach.

Można więc powiedzieć, że Gosi jest zawsze wszędzie pełno – tak wygląda życie poza domem. Ale w zaciszu domowym już nie jest tak fajnie. Codzienne rehabilitacje, wieloletnia współpraca z OPS-em o przydział asystenta, aby mogła wyjść z domu, oraz walka z bólem, na który się nie skarży, ale jest. Tak w skrócie wygląda normalne życie Gosi, ale jak radzi sobie teraz, w obecnej sytuacji?

Nie zastanawiając się długo, dzwonimy z mamą i pytamy o zdrowie, samopoczucie oraz o gnębiącą nas odpowiedź na pytanie:

Ocena: 0
Wyświetleń: 99 Dodał(a): zibi2
Komentarze