Morskie Oko. Wozy z silnikiem elektrycznym

Zdjęcia:

Osoba: Morskie Oko. Wozy z silnikiem elektrycznym
Miejscowość: Zakopane
E-mail: zibi2@poczta.fm
Strona WWW: https://wiadomosci.wp.pl/morskie-oko-wozy-z-silnikiem-elektrycznym-moga-zastapic-konie-6162231957964417a
   
dodano: 2017.09.04
ważne do: 2023.06.08

Szczegóły ogłoszenia:

Morskie Oko. Wozy z silnikiem elektrycznym mogą zastąpić konie


Tatrzański Park Narodowy testuje na trasie prowadzącej do Morskiego Oka wóz wspomagany silnikiem elektrycznym. I jednocześnie prowadzi walkę o odzyskanie dobrego imienia, nadszarpniętego przez dwa wydarzenia z poprzednich lat. Turyści z transportu konnego wciąż chcą korzystać, choć zdecydowania większość jest temu przeciwna.

 Panie, to jest mafia. Z tym się nic nie zrobi, a powinno być zakazane - mówi mi turysta ze Zgierza. Emeryt, do Zakopanego przyjeżdża z żoną regularnie od ponad 40 lat. - Nogi już nie domagają, dlatego robimy krótki spacerek do Wodogrzmotów. Trasa jest krótka, to ledwie 2-3 km piechotą. A potem wracamy - ciągnie. To może do Morskiego Oka dojadą państwo końmi? - pytam. - Nigdy! - odpowiadają jednocześnie.

Turystów z takim podejściem można spotkać na trasie do Morskiego Oka mnóstwo. Ruch jest tam zresztą ogromny. W słoneczne dni z Palenicy Białczańskiej w drogę rusza blisko 10 tysięcy osób. Na parkingach wolnych miejsc nie ma już przed 8 rano, wędrowców dowożą też kursujące z Zakopanego busy. Te przyjeżdżają co 15 minut, w każdym jest 20-25 osób. Na trasę ciągną wszyscy - dorośli z dziećmi, także tymi w wózkach, młodzież, a nawet niepełnosprawni. Bo droga - poza tym, że ma blisko 9 km - jest łatwa. Większość wyłożona jest asfaltem, końcówka - kostką. W internecie można ją znaleźć nawet jako „trasę dla bobasa”. Skoro więc pokonać może ją praktycznie każdy, to dlaczego ludzie decydują się na przejazd końmi?

Wie pan, to dla dziecka - wyjaśnia czekająca na fasiąg (pojazd konny) turystka z Małopolski. - Córeczka nigdy nie jechała konikiem i chce się przejechać - dodaje. To zazwyczaj główny powód, dla którego ludzie decydują się na przejażdżkę. Nie odstrasza ich cena - 50 zł za dorosłego i 50 zł za dziecko. Oczywiście w jedną stronę. - Czemu za syna tyle samo? - pyta jedna z matek wsiadających na wóz. - Pasażer jak pasażer - odpowiada fiakier (woźnica).

Turystów mijających fasiągi jest jednak zdecydowana większość. Podczas gdy 10 osób staje w kolejce do wozu, 100 kolejnych rusza na trasę pieszo. - Przyjeżdżam w góry, żeby chodzić, a nie wozić tyłek - odpowiada mi mężczyzna z Ostrołęki. Małżeństwo z Górnego Śląska, które na szlak wyrusza pieszo z dwójką małych dzieci, stwierdza z kolei: - Jeśli konie muszą tu gdzieś pracować, to niech jeżdżą dorożkami po Zakopanem. Krótkie odcinki, łagodne podjazdy. To zwierzęta przystosowane do pracy, ale wszystko rozbija się o to, w jakich warunkach spędzają dzień.

Te są zdecydowanie lepsze niż jeszcze kilka lub kilkanaście lat temu. Dawniej fiakrzy zabierali na fasiąg aż 30 osób, później 18. Teraz, po regulacjach w przepisach, na wóz może wejść jedynie 12 turystów. A do tego dochodzą regularne badania koni i długi odpoczynek między kolejnymi kursami. Mimo zmian, Tatrzański Park Narodowy, który zarządza transportem na trasie do Morskiego Oka, wciąż znajduje się pod ostrzałem za dwa wypadki sprzed kilku lat.